Autor Wątek: FUNDACJA KRÓLEWSKA - królewskie sprawy Warszawy i nie tylko  (Przeczytany 79860 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Miśka_

  • Użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
  • Lokalizacja: Zalesie Górne
  • Moje króliki: Judy vel Bryś
Odp: FUNDACJA KRÓLEWSKA - królewskie sprawy Warszawy i nie tylko
« Odpowiedź #320 dnia: Lipiec 18, 2015, 22:15:04 pm »
Nie napisałam nigdzie, że ma Pani obowiązek udzielić wyjaśnień w ciągu 24 godzin, spokojnie.






Offline Solvieg

  • Administrator
  • *****
  • Członek SPK
  • ****
  • Wiadomości: 23458
  • Płeć: Kobieta
  • Lokalizacja: Ustka
  • Moje króliki: Gusto, Frania
  • Za TM: Maniuś,Maluś,Hopi,Holly
Odp: FUNDACJA KRÓLEWSKA - królewskie sprawy Warszawy i nie tylko
« Odpowiedź #321 dnia: Lipiec 18, 2015, 22:22:30 pm »
Widziałam zdjęcia królika- wg mnie to totalnie spierdzielony zabieg, stan zapalny- masakra. Może FK też tu wrzuci fotkę. A jeśli ktoś zostaje domem tymczasowym to NIGDY nie umawia zabiegów na własną rękę.
Nasz wątek :) http://forum.kroliki.net/index.php/topic,13511.0.html :)

Wirtualny opiekun Florka z Sopockiego Uszakowa

Offline pankicek

  • Użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 6
  • Płeć: Kobieta
  • Lokalizacja: warszawa
Odp: FUNDACJA KRÓLEWSKA - królewskie sprawy Warszawy i nie tylko
« Odpowiedź #322 dnia: Lipiec 18, 2015, 22:42:58 pm »
Proszę Państwa to ja nadałam dom temu królikowi którym się opiekowałam i zanioslam go do weterynarza który zaja się tym królikiem a wasze obiekcje całego co do jego stanu są niedopełnienie. Całe to zdarzenie uważam za pic na wodę a nie rzetelna chęć pomocy mi i królikowi. Uważam z błąd nieskontaktowanie się z państwem natomiast tym bardziej za absurdalną i co najmniej za niekultularna uważam sprawę pojawienia się i reprezentowania tak negatywnego zachowania w naszym domu.
Jesli możliwość normalnego kontaktu w sprawie odzyskania krolika, a nie tylko słuchania pani monologu na temat tej wielce niby zbrodni jaką wykonałam proszę o kontakt pod warunkiem że dopuści mnie pani do głosu a rozmowa ta dotyczy sprowrotnego zapawnienia dobru krolikowi.

Offline magda24

  • Moderator forum
  • ***
  • Wiadomości: 4418
  • Płeć: Kobieta
  • POŚREDNIK ADOPCYJNY FPK
  • Lokalizacja: Poznań
  • Moje króliki: Marysia i Frugo, Cynio
  • Na DT: Dzidzia Maczek
Odp: FUNDACJA KRÓLEWSKA - królewskie sprawy Warszawy i nie tylko
« Odpowiedź #323 dnia: Lipiec 18, 2015, 22:46:57 pm »
Proszę o załatwianie spraw prywatnych poza forum - to nie jest miejsce na takie rozmowy


Daniel R

  • Gość
Odp: FUNDACJA KRÓLEWSKA - królewskie sprawy Warszawy i nie tylko
« Odpowiedź #324 dnia: Lipiec 18, 2015, 22:50:59 pm »
Dobry pomys,prosze o wrzucenie zdjec po souerdziolonym zabiegu.A najlepiej opinii weterynarza nie związanego z fk.Naprawdę po rozmowie z p.Ola nie ma sie  checi otwierac serca dla uszakow.Bo i po co skoro jak ktos popelnil blad to nawet nie ma szansy jak to zostalo ujete zoltej kartki.Zdaje sie ze fundacja ma wspierac i pomogac, i nawet jesli nowy opiekun cos zle zrobil to można go pouczyc i miec na oku. Pankicek nie poddawaj się,moze warto zwrócić sie z prośbą osob ktorego pragnely adoptować krolika i pomoc im,ale nie udało sie to właśnie dzięki fk i p.Oli.Naprawde sposob w jaki prowadzi rozmowe z przyszlym opiekunem raczej wzbudza obawe i strach zeby adoptowac krolika z ww fundacji.Sdoptowalam z spk i rozmowa. Z wolontariuszem byla spokojna,w milej atmosferze i grzeczna.Z fk bylo na odwrót cos ala przesluchanie.ABSOLUTNIE NIE ZACHECA DO ADOPCJI

Offline frau magda

  • Użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 617
  • Płeć: Kobieta
  • evil prevails when good men fail to act
  • Lokalizacja: za Odrą
  • Moje króliki: Doha i Olaf
  • Na DT: Edward
  • Za TM: Mysza
Odp: FUNDACJA KRÓLEWSKA - królewskie sprawy Warszawy i nie tylko
« Odpowiedź #325 dnia: Lipiec 18, 2015, 22:56:02 pm »
Nie chcę się wtrącać, ale gdybym ja dała moje króle do kogoś na DT, to też bym się wściekła, gdyby ktoś na nich dokonywał jakiegokolwiek zabiegu bez konsultacji ze mną. ZWŁASZCZA tak poważnego zabieu jak kastracja. Nieistotne, że to króliki od Fundacji z szansą jak podejrzewam na DS. Skoro były u was na tymczasie, nie powinno wam w ogóle przejść przez głowę żeby na własną rękę takie rzeczy robić.

magda24 - masz rację, ale wydaje mi się, że te wpisy poważnie nadszarpują wizerunek i wiarygodność FK, więc chyba również w ich interesie byłoby ustosunkować się  do takich oskarżeń. Im więcej szczegółów tym jaśniejsza staje się cała sytuacja i wyraźniejsze jest która strona jest nie do końca poważna... ;) myślę, że taka wiedza jest istotna dla wszystkich chcących w przyszłości się zgłosić do FK, którzy o tym incydencie gdzieś wyczytali.

A serce do uszaków można mieć niezależnie od zachowania osób trzecich, tak mi się zdaje...

Offline magda24

  • Moderator forum
  • ***
  • Wiadomości: 4418
  • Płeć: Kobieta
  • POŚREDNIK ADOPCYJNY FPK
  • Lokalizacja: Poznań
  • Moje króliki: Marysia i Frugo, Cynio
  • Na DT: Dzidzia Maczek
Odp: FUNDACJA KRÓLEWSKA - królewskie sprawy Warszawy i nie tylko
« Odpowiedź #326 dnia: Lipiec 18, 2015, 23:11:40 pm »
FK już przedstawiła swoją opinię w tej sprawie.

Przypominam, że zgodnie z regulaminem forum zabrania się:

IV. Zakazy
9.   obrażania, pomawiania i wyrażania się z pogardą w stosunku do użytkowników;


A każdy użytkownik ma obowiązek

III. Obowiązki Użytkownika
 8.   odnosić się do innych z szacunkiem oraz poszanowaniem ich godności;



Wyrażać opinię na temat danej organizacji każdy może, ale przytaczanie takich szczegółów i wylewanie swoich prywatnych żali na forum publicznym jest po prostu nie w porządku. Opanujcie swoje emocje i wyjaśnijcie to z FK prywatnie.



Offline Miśka_

  • Użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
  • Lokalizacja: Zalesie Górne
  • Moje króliki: Judy vel Bryś
Odp: FUNDACJA KRÓLEWSKA - królewskie sprawy Warszawy i nie tylko
« Odpowiedź #327 dnia: Lipiec 18, 2015, 23:13:33 pm »
Mi się tylko wydaję, że prywatnie to nic tutaj nie zdziałają. Jedna sytuacja - dwie interpretacje...
Dlatego wydawało mi się, że ktoś z boku, obiektywnie prędzej mógłby pomóc.
Zakładając oczywiście chęć porozumienia u obu stron...

Daniel R

  • Gość
Odp: FUNDACJA KRÓLEWSKA - królewskie sprawy Warszawy i nie tylko
« Odpowiedź #328 dnia: Lipiec 18, 2015, 23:23:42 pm »
 ;(
« Ostatnia zmiana: Lipiec 18, 2015, 23:30:00 pm wysłana przez Daniel R »

Daniel R

  • Gość
Odp: FUNDACJA KRÓLEWSKA - królewskie sprawy Warszawy i nie tylko
« Odpowiedź #329 dnia: Lipiec 18, 2015, 23:27:36 pm »
Magda24 ja szanuje i podziwiam ludzi którzy pragna pomoc uszakom.

Offline absolu

  • Użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 587
  • Płeć: Kobieta
  • Some bunny loves you...
    • Ratowanie, leczenie, adopcje królików
  • Lokalizacja: Warszawa / Bemowo
  • Moje króliki: Lukrecja, Teodor, Klementyna Wełniak, Zuzik, Fabian
  • Na DT: Brit,Saddam,Daisy,Reksiu,Roksi,Pewex,Mela,Miki,Malwina,Pusia,Fruzia,Uszatka,Ignacy,Coco,Bazylia,
  • Pozostałe zwierzaki: Scooter, Maurycy Brownie, Czesiu
  • Za TM: wszystkie, które wybrały mnie na towarzysza ostatniej podróży...
Odp: FUNDACJA KRÓLEWSKA - królewskie sprawy Warszawy i nie tylko
« Odpowiedź #330 dnia: Lipiec 18, 2015, 23:37:36 pm »
Dobry pomys,prosze o wrzucenie zdjec po souerdziolonym zabiegu.A najlepiej opinii weterynarza nie związanego z fk.
- oczywiście tylko tu nie ma pracowników na etacie czy biura, nie da się wszystkiego zrobi na już. Niektórzy pracują...
Naprawdę po rozmowie z p.Ola nie ma sie  checi otwierac serca dla uszakow.
-przecież Pan ze mną nie rozmawiał...
Bo i po co skoro jak ktos popelnil blad to nawet nie ma szansy jak to zostalo ujete zoltej kartki.
- taki bład może kosztowac życie zwierzęcia
Zdaje sie ze fundacja ma wspierac i pomogac, i nawet jesli nowy opiekun cos zle zrobil to można go pouczyc i miec na oku.
-tak, w ramach możliwości oczywiście bo zapewne Pan wie, że fundacja to nie firma i nie ma tu pracowników. pomagamy kiedy możemy. a kiedy jest zagrożenie życia-interweniujemy natychmiast
 Pankicek nie poddawaj się,moze warto zwrócić sie z prośbą osob ktorego pragnely adoptować krolika i pomoc im,ale nie udało sie to właśnie dzięki fk i p.Oli.
- no i?
Naprawde sposob w jaki prowadzi rozmowe z przyszlym opiekunem raczej wzbudza obawe i strach zeby adoptowac krolika z ww fundacji.
- akurat ja bardzo rzadko robię spotkania, robią to pośredniczki, bardziej dostępne czasowo i zdrowotnie
Sdoptowalam z spk i rozmowa. Z wolontariuszem byla spokojna,w milej atmosferze i grzeczna.
-z tego co mówiła małżonka to nie mieli Państwo rozmowy i wizyty przed adopcyjnej  tylko krótkie spotkanie a to coś zupełnie innego
Z fk bylo na odwrót cos ala przesluchanie.ABSOLUTNIE NIE ZACHECA DO ADOPCJI
-przykro mi, ale Pańska żona i córka nie mają praktycznie żadnej wiedzy o królikach, chorobach czy diecie. Córka twierdziła, że królik to gryzoń i je sałatę i była wielce oburzona , ze "Pieszczocha Pani komuś już oddała!" po czym wyszła z rozmowy. Żona dostałą mnóstwo wskazówek i info aby przygotowała się do rozmowy, poznała gatunek jakim jest zajęczak, podstawowe info o chorobach diecie etc. Wykazywała na początku zainteresowanie ale niestety na wizytę byłą nieprzygotowana zupełnie. Specjalnie dla niej na rozmowie był technik weterynaryjny aby wyjaśnić jeszcze raz kwestie diety , choroby, uzupełnić wiedzę, żona i córka mogły zadawać pytania . Niestety nie było o czym rozmawiać, co najgorsze, Pani twierdziła, że dostała króliki zdrowe wiec wiedza o chorobach jest zbędna.Córka chciała trzeciego królika "bo tamte dwa nie są takie milusie jak Pieszczoch". Rozumiem, że Pieszczoch jest boski, ale nie prowadzimy rezerwacji zwierząt, to nie towar. I taki powód jaki przedstawiła córka, nie jest absolutnie powodem do adopcji.  Nie twierdzimy, że króliki mają u Was źle, ale jest dużo do uzupełnienia w kwestii wiedzy i opieki. Aby zwierzakom było lepiej i aby były zdrowe i szczęśliwe.  Dieta powinna być urozmaicona, różnorodne zioła, owoce, warzywa...Jest tyle źródeł wiedzy. Nikt nie zmusza Pana aby adoptować od nas. To nasze zasady i nasza ciężka praca. Prosimy o uszanowanie tego. Bezsensowana krytyka przed komputerem jest bardzo prosta. A codzienna walka i ciężka praca trochę trudniejsza. I troska oraz strach o każdego królika...

« Ostatnia zmiana: Lipiec 19, 2015, 00:15:41 am wysłana przez absolu »

Offline absolu

  • Użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 587
  • Płeć: Kobieta
  • Some bunny loves you...
    • Ratowanie, leczenie, adopcje królików
  • Lokalizacja: Warszawa / Bemowo
  • Moje króliki: Lukrecja, Teodor, Klementyna Wełniak, Zuzik, Fabian
  • Na DT: Brit,Saddam,Daisy,Reksiu,Roksi,Pewex,Mela,Miki,Malwina,Pusia,Fruzia,Uszatka,Ignacy,Coco,Bazylia,
  • Pozostałe zwierzaki: Scooter, Maurycy Brownie, Czesiu
  • Za TM: wszystkie, które wybrały mnie na towarzysza ostatniej podróży...
Odp: FUNDACJA KRÓLEWSKA - królewskie sprawy Warszawy i nie tylko
« Odpowiedź #331 dnia: Lipiec 18, 2015, 23:39:58 pm »


http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/a1828288500f4fc9.html

Idealna kastracja kochającego DT?


Każdy kto chce adoptować królika na początku zapoznaje się z warunkami adopcji i procesem adopcyjnym. Jeśli akceptuje te warunki i uważa, że nadaje się na opiekuna, posiada odpowiednią wiedzę lub chce ją zgłębić, posiada czas , możliwości i chęci aby dać dom bezdomnemu królikowi – wypełnia formularz. Na jego podstawie przeprowadzana jest rozmowa a następnie wizyta przed adopcyjna. Jeśli są jakieś pytania, niejasności czy braki w wiedzy opiekuna, pośrednik adopcyjny pomaga , tłumaczy, przesyła materiały. Jeśli wszystko jest ok z obu stron-dochodzi do adopcji. DT z opcją DS lub od razu DS w przypadku osób , co do których nie ma żadnych wątpliwości lub też mają już adoptowanego królika i opieka nad nim jest wzorowa.
Zawsze tez jesteśmy do dyspozycji w kwestii pytań czy wątpliwości, pomocy weterynaryjnej etc.

Oczywiście, nie każda osoba zgłaszająca się do adopcji, otrzymuje zwierzę. Od tego jest proces adopcyjny i rozmowa  aby wyłonić te najlepsze domy. Czasami niektórzy muszą się jeszcze wiele nauczyć, ale ważne aby chcieli. Część osób poznaje króliki i opiekę nad nimi pomagając nam na co dzień, przychodząc sprzątać, pomagać w wizytach u weta, opiekując się czy biorąc w końcu na DT.
Nie wydajemy królików do adopcji tylko dlatego, że jest ich dużo czy dlatego, że ktoś później będzie mówił o nas źle , bo nie dostał zwierzaka. Interesuje nas tylko  i wyłącznie dobro i bezpieczeństwo zwierząt a nie grymasy i zachcianki często bardzo nieodpowiedzialnych osób.

Nasze adopcje to adopcje świadome, do naprawdę dobrych, kochających i myślących domów.
NIE UPRAWIAMY ROZDAWNICTWA

Bardzo proszę o uszanowanie naszych zasad oraz naszej bezinteresownej ciężkiej pracy. Jeśli komuś nie pasują nasze warunki adopcji, nie zmuszamy nikogo aby adoptował królika. Chcemy aby adopcja była świadoma i przemyślana a królik był wyczekiwanym członkiem rodziny i aby  jego potrzeby były respektowane jak każdej żyjącej i czującej istoty.
************************************************************************

Osoba, która zaopiekowała się Maurycym jest osobą niepełnoletnią więc na rozmowie i wizycie przed adopcyjnej ustaliliśmy, że opiekunem prawnym są rodzice. Opiekunka była bardzo zaangażowana i wydawała się naprawdę fajną osobą, posiadała już pewną wiedzę, widać, że chciała raczej wiedzę zgłębić, wszystko wydawało się ok.  Ojciec dziewczyny podpisał umowę DT. Umowę, z którą się zapoznał i w której ma jasno i wyraźnie przedstawione warunki DT oraz przede wszystkim fakt, że nie może bez zgody fundacji wykonywać zabiegów chirurgicznych. Jest to istotne szczególnie dla osób , które jeszcze królika nie miały i nie znają dobrych lekarzy. Zawsze wskazujemy kilku najlepszych lekarzy z danej dziedziny i uczymy, że tak jak i w medycynie ludzkiej tak też w weterynarii z różnymi dolegliwościami idziemy do różnych specjalistów np. na zabieg do chirurga, z serduchem do kardiologa etc.  Z czasem opiekunowie radzą sobie świetnie sami i nasze wsparcie jest im w niczym nie potrzebne, sami wchodzą w “króliczy “ świat.

Wszystko było ok do wczoraj, kiedy to Opiekunka zadzwoniła wieczorem przestraszona z info, że potrzebuje pomocy, że królik jest chory, że jest coś nie tak, że leży, że pokłada się oraz że...dwa dni temu zrobiła mu kastrację. Zdziwiło mnie to bardzo bo wszystkie zabiegi są ustalane  z nami i króliki na DT jeśli potrzebna jest kastracja czy sterylizacja są umawiane na kontrolę, badanie krwi a następnie na zabieg. Wszelkie działania i zabiegi  weterynaryjne pokrywa fundacja. Jeśli nowy opiekun obawia się opieki pooperacyjnej to na czas rekonwalescencji zwierzę może do nas wrócić.
Zapytałam o zabieg, narkozę, wypis, podawane leki, objawy...niestety dziewczyna nie wiedziała nic. Podobnie jej mama , która za kwadrans zadzwoniła. Obie nie były w stanie ani przedstawić wypisu zabiegu, ani powiedzieć czy była wizyta kontrolna, czy były badania krwi, jaka narkoza etc.ani zaleceń po zabiegu ( nie było), ani leków po zabiegu ( nie było). Odmiennie do opowieści córki, mama powiedział, ze królik jest w świetnej kondycji. Przeraziła mnie sytuacja i poprosiłam aby królik w ciągu półtorej godziny został przywieziony albo do nas albo lepiej do lecznicy. Nikt nie chciał zabierać królika a z troski o jego zdrowie poddać go badaniu przez lekarza specjalistę , który sprawdzić co się dzieje i czy nie ma powikłań po zabiegu. Niestety mama nie chciała  się zgodzić, co już było podejrzane. Zaczęła też od razu krzyczeć aby nie zabierać córce królika, bo się przywiązała. ANI SŁOWA TROSKI O KRÓLIKA. Po próbach proszenia oraz żądania przywiezienia królika do weta niestety byliśmy zmuszeni rzucić wszystko i jechać po Maurycego, bo z opowieści opiekunki coś było zdecydowanie nie tak. Poprosiliśmy technika weterynarii z lecznicy specjalizującej się w leczeniu królików i gryzoni o wsparcie weterynaryjne. Prawie na miejscu dowiedzieliśmy się, że królik przed chwilą był u lekarza i podobno dostał po 3 dniach dawkę Baytrillu. Żadnego wypisu, leków do domu, podawania leków w lecznicy, nic.
Na miejscu okazało się, że królik jest apatyczny, wystraszony i  objawy bólowe. Po rozchyleniu nóżek Maurycego ukazał się przerażający widok...oba jądra z krwiakami, bardzo opuchnięte ( szczególnie prawe), całe poharatane i pozszywane w dość dziwny sposób świadczący o zupełnym braku wiedzy na temat fachowej i bezpiecznej kastracji królika. Królik nie został nawet wygolony do zabiegu... Na lewym jąderku jest duża martwica. Spod prawego wydobywa się ropa i krwisty płyn. Obok jąder widać obrażenia skóry. Jądra są całe pocięte  i pozszywane. Po właściwej kastracji powinno zostać tylko około centymetrowe nacięcie nad moszną, nikt nie tnie króliczych jajek... Duży obrzęk, widoczny stan zapalny  zewnątrz jak i wewnątrz oraz na 99% nie pozaszywane kanały pachwinowe i generalnie kastracja w pełnym tego słowa znaczeniu nie przeprowadzona zupełnie a zwierzę tylko poranione, wystraszone i żyjące w bólu.
Na zdjęciu moszna już po dobie okładów, chłodzenia i leków.

Z rodzicami absolutnie nie dało się rozmawiać, niestety nie słuchali nas, nie chcieli dopuścić do siebie wiadomości, że coś poszło nie tak. W ogóle nie interesował ich stan zdrowia królika, ani razu nie zapytali jakie mogą być skutki takiego zabiegu, nie zastanowili się dlaczego królik nie dostał leków, czy go boli. Nic. Nic. I to jest najbardziej bolesne, bo zaufaliśmy tym ludziom. Dorosłym ludziom, którzy sami mają dziecko, o które troszczyli się od małego. Niestety pokazało to jedno – traktowali zwierzę jak grymas córki a nie żywe zwierzę które cierpi. Zastanawia mnie też jedno, podobno dziewczyna chciała adoptować drugiego królika, samiczkę z drugiego końca Polski. Skąd taki pomysł, skoro nie potraf się odpowiedzialnie zająć jednym zwierzęciem i naraża je na cierpienie...Dlaczego rodzice akceptują takie zachcianki, skoro królik na DT jest zaledwie dwa tygodnie...Bardzo mnie ta sytuacja zabolała. To, ze ktoś ot tak bez konsekwencji obraża nas, wolontariuszy fundacji to jedno, ale to, ze ten ktoś nie widzi problemu cierpiącego zwierzęcia i w ogóle zapomina o tym zwierzęciu i po prostu wylewa sobie wiadro pomyj... Cóż , jak najdalej od takich ludzi. ZWIERZĘ NIE JEST RZECZĄ I CHWILOWĄ ZABAWKĄ.

Królik nacierpiał się na darmo. Jakim trzeba być obojętnym i nieczułym człowiekiem aby nie zwrócić uwagi na to,że zwierzę cierpi po zabiegu? Że go boli? Rozmawiałam chwilę z weterynarzem i dowiedziałam się tyle, że w trzeciej dobie królik dostał w/wspomniany Baytrill tylko i wyłącznie dlatego, że nalegałam na wizytę u weta. Według lekarza, który wykonywał zabieg i widział królika wczoraj-wszystko jest ok. A leków przeciwbólowych poza podobno jednorazowym Metacamem nie potrzeba bo przecież królika nie boli. A jak nawet boli to przynajmniej nie skacze .
Pytam po co to było? Po co zadawać zwierzęciu ból? Po co narażać go na niepotrzebne cierpienie, stres, bół a nawet ryzykować śmierć, bo często psio-koci weci nieumiejętnym podaniem narkozy zabijają króliki.
Maurycemu nie była  w tym momencie zupełnie potrzebna kastracja. Maurycy to spokojny kochany przytulak, który nie był w żaden sposób uciążliwy, nie podgryzał, nie pryskał. No i jeszcze jedno ...królik niedawno dopiero co został zaszczepiony. Nikt-ani córka ani rodzice nie zwrócili na to uwagi. Jakoś zapomnieli nasze ustalenia co do wizyty kontrolnej , odrobaczania etc.
Żałuję, że pośrednik dał się zwieść pozorom. I  żałuję , że wczoraj  po prostu prosiliśmy o przywiezienie królika na kontrolę do specjalisty i mniemaliśmy, że opiekunowie wezmą sobie do serca swój błąd i cierpienie zwierzaka. Żałuję , że przeszła mi przez głowę myśl, że Ci ludzie będą chcieli się dokształcić, porozmawiać z króliczym wetem, zobaczyć jaka jest różnica . Żałuję , że wierzyłam , że zależy im na Maurycym , tylko nie potrafią tego okazać. Na pytania do ojca :”Czy wie Pan, ze królik mógł umrzeć przy źle przeprowadzonym zabiegu u niewłaściwego weta, mieć powikłania, że jest ustalony czas odstępu od szczepienia do kastracji..?” usłyszeliśmy odpowiedź :”Nie obchodzi mnie to. Córki królik to córki problem”.
Maurycy jest u nas. Siedzi obok. Próbuję  poprawiać mu humor smakołykami bo kilkanaście razy dziennie ma okłady na mosznę. Biedaka tak bolało, że był cały zasikany.
W poniedziałek czeka go USG, badanie krwi ( nie wiemy jak był przeprowadzony zabieg, jaka narkoza) oraz konsultacja chirurgiczna i jak zejdzie opuchlizna i krwiaki to reoperacja czyli ponowny zabieg, tym razem już wykonany zgodni ze sztuką i zasadami.


Daniel R

  • Gość
Odp: FUNDACJA KRÓLEWSKA - królewskie sprawy Warszawy i nie tylko
« Odpowiedź #332 dnia: Lipiec 18, 2015, 23:56:25 pm »
Trudno stwierdzić czy to Marycy,widzialem tego krolika.nikt Pani nie obraża.Nikt nie uwaza ze Panstwo prowadza rozdawnictwo,straszny wywód.

Offline Miśka_

  • Użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
  • Lokalizacja: Zalesie Górne
  • Moje króliki: Judy vel Bryś
Odp: FUNDACJA KRÓLEWSKA - królewskie sprawy Warszawy i nie tylko
« Odpowiedź #333 dnia: Lipiec 19, 2015, 00:01:07 am »
Jaki wet wykonywał kastrację?

Chyba największy problem w tym, że opiekunowie zaufali lekarzowi weterynarii, który spartolił temat
Jego "OK" wcale nie było ok, ale osoba niedoświadczona mogła tego nie wiedzieć.
Zaufali lekarzowi, który przeprowadził "100 kastracji", tylko zapomniał wspomnieć, że nie króliczych...

Pankicek - po królikach nie zawsze widać cierpienie, to zwierzaki, które się z tym kryją.
Możliwe, że wydawało się Państwu, że sytuacja nie jest poważna, zwłaszcza mając
zapewnienie weta, który wykonywał zabieg. Możliwe nawet, że nawet ten wet nie ma sobie
nic do zarzucenia...







Daniel R

  • Gość
Odp: FUNDACJA KRÓLEWSKA - królewskie sprawy Warszawy i nie tylko
« Odpowiedź #334 dnia: Lipiec 19, 2015, 00:34:33 am »
Bardzo mi przykro,ale podczas rozmowy adopcyjnej niewiele bylo dobrych rad a raczej informacje ze powinnismy wiedzieć wszystko o chorobach i czeste uwagi Z Pani strony,ze nie. Ma czasu,40 królików jest pod pani opieka,i znowu nie ma Pani czasu itd.A trochę za malo zyczliwych uwag i pomocy ot odsylanie do Internetu miniaturka bez tajemnic.Moj mąż nie rozmawiał z Pania A daniel r to nie zawsze mezczyzna.corka reaguje placzem na stres,jaki niestety pani wywola.Reakcja. pani podczas rozmowy na brak wiedzy byla dla.mnie szokująca,nawet osoba ktora z pania przyszla wykazala wiecej empati.Przywitanie z domownikami oprocz.krolikow byla problemem,a na wyjściu powiedzenia dowodzenia i zostawienie drzwi otwartych jakw oborze chyba oczyms swiadzczy.Moj mazz tym pistem nie ma nic wspolnego.Pani chyba zalozyla ta fundacje zeby pomagac krolilom i szerzyc o nich wiedze,a jeśli ktoś ma jej braki,toz życzliwie pokierowala wiedza,a niszczyla emocjinalnie.To nie klasowka a fundacje dotowane sa rowniez z naszych podatkow.I byc moze inne fundacje pragna pomagac wystarczy zerkanac na fora i na strony o adopcji ilosc adoptowanych uszaczkow o czyms swiadczy,ajezeli nie ma pani czasu,to moze warto zajac sie czyms inny.
P.Olu wiecej empati do ludzi ktorzy pragna dac dom zwierzakom a wiedzę zawsze mozna zdobywac.Bo to ludzie maja dawac dom .Zycze powodzenia.prosze o zdjecie calego Maurycego bo takie można znalezcw necie.

Offline nellciaa

  • Administrator
  • *****
  • Zarząd SPK
  • *****
  • Wiadomości: 1421
  • Płeć: Kobieta
  • ZARZĄD SPK // GRUPA ADOPCYJNA SPK
    • Sopockie Uszakowo
  • Lokalizacja: Trójmiasto
  • Moje króliki: Tadzia, Leon, Karol
  • Na DT: Tio
  • Pozostałe zwierzaki: Biszkopt, Kafka
  • Za TM: Kazik, Krakers
Odp: FUNDACJA KRÓLEWSKA - królewskie sprawy Warszawy i nie tylko
« Odpowiedź #335 dnia: Lipiec 19, 2015, 01:38:40 am »
Nie zamierzam się wtrącać, ale chciałabym tylko coś wyprostować, żeby nie zasiać niepotrzebnej paniki u innych osób, których króliki były kastrowane lub mają być kastrowane:

"Obie nie były w stanie ani przedstawić wypisu zabiegu, ani powiedzieć czy była wizyta kontrolna, czy były badania krwi, jaka narkoza etc.ani zaleceń po zabiegu ( nie było), ani leków po zabiegu ( nie było)."

Przed kastracją jeśli królik nie przejawiał żadnych problemów zdrowotnych większość weterynarzy króliczych nie wykonuje badań krwi, nie jest to błędem w sztuce lekarskiej. Tak samo jak większa część weterynarzy od królików zaleca podawanie leków przeciwbólowych dopiero kiedy królik pokazuje ból. Wtedy najczęściej po prostu trzeba zgłosić się do weterynarza. Bardzo dużo królików dobrze znosi kastrację i nie wymaga podawania dodatkowych leków przeciwbólowych lub antybiotyków.

"Po właściwej kastracji powinno zostać tylko około centymetrowe nacięcie nad moszną, nikt nie tnie króliczych jajek..."

Tutaj niestety, ale nie do końca mogę się zgodzić. Kastracja jest zabiegiem, który jest wykonywany zarówno przez lekarzy weterynarii oraz jest dozwolony do wykonania przez technika weterynarii. Są dwie metody kastracji i obie są poprawne - z jednym lub dwoma nacięciami. Najczęściej stosowaną i prostsza do wykonania jest metoda dwóch nacięć - po jednym na każdym worku mosznowym.

Offline Kejt

  • Użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 3330
  • Płeć: Kobieta
  • Lokalizacja: Kraków
  • Moje króliki: Tofcia
  • Pozostałe zwierzaki: kot Milka
  • Za TM: Tuptuś, Aboszek i Amorek
Odp: FUNDACJA KRÓLEWSKA - królewskie sprawy Warszawy i nie tylko
« Odpowiedź #336 dnia: Lipiec 19, 2015, 10:55:52 am »
Dziwi mnie, że po zrobieniu wielkiej afery jaka to Fundacja jest zła i wstrętna jedynym "argumentem" jest to, że "pani Ola jest niemiła". Żadnego przepraszam, żadnego faktycznie zawaliliśmy i popełniliśmy błąd. Dawny DT wytyka każdemu błędy, ale nie jest w stanie pojąć, że zrobił krzywdę królikowi i przyjąć tego na klatę...
Wątek mojej najwspanialszej księżniczki Tosławy - http://forum.kroliki.net/index.php/topic,15125.0.html

Offline pankicek

  • Użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 6
  • Płeć: Kobieta
  • Lokalizacja: warszawa
Odp: FUNDACJA KRÓLEWSKA - królewskie sprawy Warszawy i nie tylko
« Odpowiedź #337 dnia: Lipiec 19, 2015, 12:18:58 pm »
Kilkukrotne przypraszaliśmy za zaistniałą sytuację w rozmowie telefonicznej lecz osoba z fundacji zlekceważyła to. Argumentem jest to ze nie dano mi możliwości naprawienia tego co się stało.

Offline Miśka_

  • Użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
  • Lokalizacja: Zalesie Górne
  • Moje króliki: Judy vel Bryś
Odp: FUNDACJA KRÓLEWSKA - królewskie sprawy Warszawy i nie tylko
« Odpowiedź #338 dnia: Lipiec 19, 2015, 12:40:48 pm »
pankicek - będzie dość długo, ale mam nadzieję, że zechcą Państwo przeczytać to co poniżej, nie zarzucając mi "wywodu".
Staram się być jak najbardziej obiektywna i ustalać fakty ze strzępków rozmowy tutaj, nie faworyzuje żadnej strony.

FAKT 1 - po kastracji królik jest "dziwny", córka dzwoni na tel. alarmowy FUNDACJI
Zasadnicze pytanie, dlaczego nie zgłosili się Państwo z królikiem do weta poleconego przez FK?
Córka zadzwoniła z problemem na telefon alarmowy oczekując pomocy i rady. Uzyskała ją
w postaci polecenia zabrania królika na kontrolę do weterynarza, z którym FK współpracuje,
aby ocenić stan królika. Nic innego przez telefon przecież fundacja nie mogła wymyślić.

FAKT 2 - FK prosi o zabranie królika do "swojego" lekarza weterynarii
Dlaczego tego Państwo nie zrobili?

To nie jest atakujące pytanie, proszę odrzucić na chwilę negatywne wzajemne nastawienie względem osób z fundacji.

Adopcja polega na pewnych zasadach, które nabierają szczególnego znaczenia w stanie zagrożenia zdrowia zwierzaka i muszą się Państwo zastosować do poleceń Fundacji. Z królikiem nie było wszystko w porządku przecież, skoro córka dzwoniła na telefon alarmowy fundacji...

Jeśli nie stawili się Państwo na kontrolę u wskazanego weta po tym telefonie,
to Fundacja miała prawo królika zabrać, choćby na czas wyjaśnienia i uregulowania jego stanu zdrowia.

Pal sześć w jakim stylu to zrobili, bo to jest zupełnie inna sprawa.
Tutaj liczył się czas w jakim królik uzyska pomoc weterynaryjną, wyjaśnienia to są kolejne stracone godziny dla tego królika.
Proszę mi wierzyć, to że jakiś lekarz - w tym przypadku Wasz, który przeprowadził kastrację - zapewnia, że z królikiem wszystko jest ok, nie zawsze znaczy, że tak jest naprawdę. Lekarze weterynarii również popełniają błędy, albo zwyczajnie brakuje im wiedzy.
W razie wątpliwości ZAWSZE warto skonsultować to z innym wetem. Sami Państwo przyznają, że królik zachowywał się dziwnie.

On nie został zabrany dlatego, że wykastrowali go Państwo gdzie indziej czy stworzyliście mu zły dom - gdyby nie komplikacje zdrowotne, pewnie FK przymknęła by na to oko w postaci ostrzeżenia czy coś w tym stylu i sprawa rozeszła się po kościach.

Gdyby od razu pojechali Państwo na kontrolę do weterynarza Fundacji, również królik nie zostałby zabrany na stałe, możliwe, że jedynie do czasu wyzdrowienia, bo skoro kastracji już się odbyła, to mleko się rozlało i trzeba to jakoś posprzątać.

Jeśli nie chcieli Państwo jechać do tego lekarza (z przyczyn wszelakich), również wystarczyło oddać królika osobom z fundacji, aby oni uregulowali jego sytuację. Pewnie po wyzdrowieniu wróciłby do Was z prośbą o konsultowanie wszelkich zabiegów PRZED ich wykonaniem.

=====
Teraz dwa słowa do Pani Oli - wiem, że troska o zdrowie podopiecznych to Pani priorytet, a brak czasu uniemożliwia cierpliwość i dysputy z opiekunami, dlatego poniosły Panią emocje i najważniejsze było, żeby królika zabrać i zająć się nim po swojemu. Historie królików które trafiają  do fundacji są nierzadko przykre, co dodatkowo zabiera w Pani wiarę w ludzi.

Jednak działanie fundacji opiera się na pomocy ludzi z zewnątrz - wpłaty pieniężne, nowe domy, osoby chętne do pomocy fizycznej. Aby ich znajdować, nie może Pani wszędzie podkreślać jak jest ciężko, że nie ma czasu, 40 królików na głowie -
takie są realia pracy jakiejkolwiek organizacji prozwierzęcej w Polsce. Wszystkie królikowe fundacje cierpią na brak funduszy, przepełnienie i problem z brakiem czasu, jednak aż tak nie katują obserwujących powtarzaniem tego w kółko.
Nawet w tym wątku naskoczyła Pani na mnie, że "nie musi się tłumaczyć, bo nie ma na to czasu", a przecież nigdzie nie żądałam natychmiastowego meldunku.

Jeśli pomoc przerasta Panią na tyle, że nie ma już sił i cierpliwości na "użeranie się z ludźmi" to może warto na chwilę chociaż odpuścić. Ja sama, przyznaję bez bicia, czuję się trochę przytłoczona wydźwiękiem postów na Facebooku i odnoszę wrażenie, że więcej u Was umęczu niż satysfakcji z pomagania, - na tyle że adoptowałam Uszaka w efekcie w SPK i tam skierowałam swoją pomoc, mimo, że chciałam wesprzeć FK (pisałam nawet do Pani w tej sprawie).

Nie pierwszy raz FK zarzuca się kiepski kontakt z "laikami", którzy rozważają adopcję czy chęć pomocy.
Śledzę historie wszystkich fundacji króliczych w Polsce i nie spotkałam się z takimi zarzutami względem SPK czy Azylu w Toruniu.

Absolutnie bez urazy, to taka moja drobna podpowiedź, co można by trochę ulepszyć w dłuższej perspektywie,
aby było lepiej. Głosząc hasło "Nasze króliki, nasze zasady, innym nic do tego", podcinacie sobie trochę skrzydła.
Działalność fundacji to jednak współpraca z ludźmi... gdzieś na blogu Azylu z Torunia był ciekawy wpis na ten temat.









« Ostatnia zmiana: Lipiec 19, 2015, 13:06:52 pm wysłana przez Miśka_ »

Offline izaf

  • Użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 8675
  • Płeć: Kobieta
  • A ser­ca - tak ich mało, a us­ta - ty­le ich.
  • Lokalizacja: Kobyłka
  • Moje króliki: Kleo, Herbi, Puszkin, Sami
  • Pozostałe zwierzaki: Gilbert, Izma, Mysz Stanisław
  • Za TM: Ala, Gabi, Maciek, Unkas, Nala , Franki, Lusia , Bukfa, Kropcia ...
Odp: FUNDACJA KRÓLEWSKA - królewskie sprawy Warszawy i nie tylko
« Odpowiedź #339 dnia: Lipiec 19, 2015, 12:54:19 pm »
Każda kto podpisuje jakakolwiek umowę , jest zobowiązany do jej przestrzegania. Ja nie rozumiem czemu królik był poddany zabiegowi w innej lecznicy niż to jest zalecane? Ile czasu mineło od szczepienia i czy weterynarz wykonujący zabieg był o tym poinformowany ? Dlaczego po 2 tygodniach pobytu królika u Pańswa już potrzebował zabiegu ? Jak Pańswa zdaniem powinna zachować się Fundacja w zaistniałej sytuacji ? Powinna królika zostawić , zawieżć do weterynarza przeprowadzające zabieg ? Sugerowanie,ze na zdjęciu jest inny królik...to pozostawiam bez komentarza ...